Równolegle do Rekolekcji wiśnickich, w kwietniu 1982 Grzywacz maluje pierwszy obraz zatytułowany Wiosna ’82, a wobec oddania tytułu całemu cyklowi, ostatecznie nazwany Wegetacje. W ciągu tego i następnego roku powstaje seria piętnastu obrazów, które przedstawiają akty, często naturalnej wielkości, i martwe natury, a także dwa miejskie pejzaże: Gniazdo i Pomóż włączyć się do ruchu. W gorzko-ironicznym tytule cyklu pobrzmiewa niepokorne hasło protestujących na polskich ulicach w stanie wojennym: „zima wasza – wiosna nasza”, ale myli się ten, kto oczekuje, iż zapowiada on coś optymistycznego i radosnego. 

Cykl ten zalicza się do najlepszych malarsko dzieł Grzywacza, a zarazem najbardziej przykrych w odbiorze. Martwe natury z puszczającymi blade pędy bulwami ziemniaków, cebulami i kapustą (Kamień, Wegetacja, Gleba), ułożonymi na wyschniętych płytach chodnika lub gołym kamieniu, czy też pusta Klatka lub gorzko się kojarzących Pięć zmysłów, są namalowane tak doskonale i wiernie, że każą myśleć o XVII-wiecznych holenderskich mistrzach nature morte. Jednak nie ma w nich śladu tamtej zmysłowej radości czy urody świata. Wręcz przeciwnie: zamiast bogactwa i sensualnej obecności darów Natury – zgrzebność prostych, banalnych warzyw i przedmiotów, nieestetyczne, zużyte życiem ludzkie ciała. Nieubłagane prawo rozkładu rządzi na równi w świecie przyrody, co stosunków międzyludzkich, czego wyrazem jest dyptyk Folia (związek kobiety i mężczyzny), oraz społecznych, jak w obrazie Przygwożdżona, który odnosi się do zdelegalizowanej Solidarności (8 października 1982). Klimat panuje w nich żałobny – czarne tło większości kompozycji (także w obrazach Strip-tease, Leżąca, Stojąca, Klatka i Siatka) podkreśla i monumentalizuje „ubogi” obiekt – czy jest to pomarszczony ziemniak czy bezlitośnie mizerabilny akt kobiecy – akcentując naturę przemijania i śmiertelność wszystkiego. Rzadko (także w porównaniu z licznymi szkicami na kartach dziennika) zjawia się w skończonych obrazach czaszka, jawny symbol vanitas, chyba że w Siatce, wśród przyniesionych ze sklepu codziennych zakupów, jak butelka z mlekiem, torebka mąki czy kartofle. Albo obok grudy węgla na śniegu z odciśniętym nań śladem ciężkiego buta w obrazie dedykowanym górnikom z KWK Wujek, zabitym 16 grudnia 1981 roku.

Te różne, jak by się mogło wydawać obrazy, łączy jedno – realistyczny bliski weryzmowi sposób malowania. I to on staje się nośnikiem przekazu – z pełnym przekonaniem wybranym przez artystę środkiem wyrazu, jedynym adekwatnym dla tego czasu językiem komunikowania w malarstwie adekwatnych do czasu treści i przeżyć. W więziennych zapiskach notuje: „Il faut être de son temps. Wezwanie do realizmu zjawia się chyba zawsze w chwilach cięższych – nie wtedy, kiedy myśl wolna, spokojna może sobie wędrować, hulać niefrasobliwie. Mierzyć się ze swoim czasem to duże zadanie. Pewnie i w tym tajemnica, dlaczego sztuka tzw. społeczna i polityczna cała prawie po ciemnej stronie życia się lokuje.” Autor znamiennej grupowej deklaracji WPROST: „mniej ważny jest wygląd, gdy idzie o znaczenia” (1969), sformułowanej w kontrze do jałowości ówczesnej sztuki nacechowanej formalizmem i estetyzacją, do panującego w latach 60. „akademizmu nowoczesności”, koncentruje się teraz właśnie na wyglądzie. „Ważny jest wygląd, bo niesie znaczenia. Więcej – on znaczenia stwarza.” I jeszcze nie mniej istotna uwaga: „Obrazy: nie tytuł się liczy, nie podpis. Nawet nie ze wszystkim to, co namalowane. Śmieszne, że aż tu mnie przywiodło: liczy się nie co, ale jak. W tematach część tylko się zawiera >prawdy o czasie< – część znaczniejsza w sposobie wyrażania, w języku – ten musi o czasie świadczyć (…) Język, ostrość widzenia, bezlitosność obserwacji, nawet rodzaj chłodu – te są ważne, w nich zawrzeć się musi uczestnictwo.”

Artyście nie jedynie o wierność naturze chodzi, nie o najbliższe jej imitacji obrazowanie, ale o zawarcie w nim świadectwa czasu. Ponurego czasu zniewolenia, gwałtu, bezwstydu, zmasowanego kłamstwa i fałszu. Rezygnuje więc konsekwentnie z „malarskich czarów”, jak dekoracyjna płaskość, subtelny kolor czy faktura, i szuka sposobu na znalezienie prawdy i siły obrazu, który sprosta jego wymaganiom jako twórcy i jednocześnie uczestnika oraz świadka historii. Nie przypadkiem sięga po tematy czysto akademickie – martwą naturę i akt – traktując je jednak całkowicie nieakademicko. Są tak wyraziste i przez to znaczące, że od razu budziły i wciąż budzą skrajne reakcje. 13 grudnia 1983 roku rektor krakowskiej Akademii, gdzie w Galerii artysta zawiesza dziesięć płócien z obu wspomnianych cykli, zamyka wystawę po czterech godzinach od jej otwarcia i wcale nie na skutek nacisków z Urzędu Cenzury, ale prewencyjnie. Wyzwanie natury artystycznej, którego podjął się Zbylut Grzywacz, nie doczekało się tym samym dyskursu w granicach sztuki, a wręcz wypchnięte poza jego obręb zostało potraktowane jedynie jako polityczne.

 

 

Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego – Kultura w sieci

Najnowsze wpisy

Z notatnika galernika
Z dziennika galernika, 13 listopada 2022

Nigdy nie będziesz szła sama
Wystawy Zbyluta, 1 grudnia 2021

Zbyluta Grzywacza rozmowy z mistrzami
Kultura w sieci, 27 lipca 2020

Lalki
Kultura w sieci, 27 lipca 2020

Marzec ’68
Kultura w sieci, 27 lipca 2020

Udostępnij na

Ta strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies w ustawieniach przeglądarki - dowiedz się więcej.

Akceptuję